Niedługo minie rok, odkąd zaczęłam regularnie przychodzić na Plac, na Kotwicę, na Spotkania przy Zupie, by dołożyć moje dwie lewe ręce do wyjątkowej Ekipy rozdającej ludziom Ciepło.
Choć do pomocy przy Zupie zaczęłam przychodzić w kwietniu zeszłego roku, to nie wtedy byłam na Placu pierwszy raz. Pierwszy raz przyszłam na Plac - na chwilę, po to by oddać opatrunki dla działających na Placu medyków - jeszcze ponad rok wcześniej, w Placową Wigilię w 2023 roku, w świąteczne spotkanie, na którym oprócz coczwartkowej zupy były dla każdego potrzebującego świąteczne paczki - i muzyczny duet śpiewający dla nich na Placu kolędy.
W zimowy, ciemny wieczór, zupełnie nieznająca tej części Szczecina, straciłam orientację i błądziłam jakiś czas, skręcając w niewłaściwe uliczki. Aż zaczął dochodzić do moich uszu słodki, ciepły kobiecy głos, śpiewający kolędy - i już wiedziałam, w którą stronę mam iść, i po tym słodko śpiewającym w ciemnościach głosie doszłam, jak po nitce do kłębka, na Plac.
Na Placu, w półmroku, tłum Ludzi czekających w długiej kolejce na dary, które przygotowali dla nich inni Ludzie. I ten śpiewający głos. Gdy przyszłam na Plac, kobieta śpiewała właśnie kolędę "Lulajże Jezuniu", której refren, usłyszany tam na Placu, uderzył mnie swoim z nim pokrewieństwem.
Nie wchodziłam głębiej na Plac, nie rozmawiałam z nikim, dla mojego introwertyzmu to, że w ogóle przyszłam na tę chwilkę było już i tak ogromnym zadaniem - przekazałam tylko opatrunki wolontariuszom stojącym na brzegu Placu i odeszłam, ale jeszcze przez długi czas, odchodzącą, ścigał mnie powtarzany refren: "A ty go, matulu, w płaczu utulaj..."
Usłyszałam wtedy, wyśpiewaną, definicję Placu, definicję Spotkań przy Zupie: "W płaczu utulaj".
Na Placu człowiek, który cierpi, zostaje choć na chwilę utulony-otulony ciepłą zupą, ciepłym ubraniem, ciepłym uśmiechem, ciepłym słowem. Czasem też - ciepłą radą. Bez lodu pogardy i osądu.